Robinson pewnie, tak jak nasi pastuszkowie piekący na polu ziemniaki, zasypałby kasztany w piasku czy popiele, a nad nimi rozpaliłby wielkie ognisko. Przy pieczeniu ich po raz pierwszy spotkałaby go jednak niespodzianka - huk, błysk, iskry rozsypanego ognia. Oto kasztan, gdy jest już zupełnie dopieczony, pęka z trzaskiem od rozszerzających się w jego szczelnej łupinie gazów. Doświadczony pastuszek czy kucharz przekłuwa wszystkie kasztany włożone do pieczenia z wyjątkiem jednego. Gdy ten jeden pęknie z trzaskiem, wiadomo, że wszystkie są już upieczone i gotowe do jedzenia.
Kasztany mają poza tym jeszcze i tę zaletę, że z łatwością można je przechować przez wiele miesięcy. W tym celu suszy się je, a następnie miele na mąkę. Świeże kasztany można również długo przechowywać w chłodnych piwnicach. Układa się je warstwami, przesypanymi wilgotnym piaskiem. Na Korsyce i Sardynii często przechowuje się kasztany w dużych glinianych naczyniach, zakopanych w ziemi. Świeże kasztany w ten sposób przechowywane mogą być użyte do pieczenia.
Orzeszki z Tatr i z tajgi
Nawet i na dalekiej północy, w klimacie bardzo surowym, mógłby Robinson znaleźć drzewo, które dostarczyłoby mu owoców, stanowiących bardzo cenne pożywienie. Tym drzewem jest limba. usługi informatyczne dla firm | wisła ośrodki wczasowe | izolacje
|